24 Sierpień 2019
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie


sigma sigma
03:23:15 Offline
azalia17 azalia17
05:11:31 Offline
Klara Klara
06:11:48 Offline
swistak swistak
06:19:39 Offline
Nieustraszona Nieustraszona
06:30:28 Offline
Ostatnio zarejestrował się: azalia17
Ogółem Użytkowników:2,016
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

22/08/2019
Dopraszam się o psychiczne wsparcie na jutrzejszy dzień Smile

16/08/2019
Myślisz, że biurokracja Cię więcej nie dorwie? Smile

12/08/2019
Tak ale nigdy wiecej

12/08/2019
Doczekałaś się?

12/08/2019
Siedze w Urzedzie. Brak mi cierpliwosci.

Archiwum shoutboksa
Zobacz temat
Kto jeszcze czyta ten temat? 1 gość(ci)
 Drukuj temat
Wasze, Nasze życie i objawy psychotyczne...
kokoBil
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 11:53
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Objawy psychotyczne czyli życie w matrixie.
Jak sobie z nimi radzić.
Czy to przemija czy odciska piętno na resztę życia.

Zacznę ja. Będzie to też rozbudowana wersja przywitania przy okazji.
Bo im bardziej myślę o tym, tym bardziej dochodzi do mnie prawda,
że TO (życie) niema sensu.

Zatem...
Ksobność, urojenia paranoiczne, prześladowcze.
Słyszenie cytatów z własnych rozmów z dnia poprzedniego w pracy autobusie.
To jest porażające, jakby ktoś wbijał tępą łyżkę w moją głowę przez uszy i przekręcał to w lewo to w prawo starając się wyłuskać mózg.
Plus ciągły lęk, od kiedy biorę lamitrin coraz większy, mam wrażenie.
Tak jakby choroba walczyła o swoje przetrwanie w moim umyśle odciągając mnie od leczenia.
Nieufność, nie mogę uwierzyć w bezinteresowność ludzi.
Strach, ludzki strach, czy znajdę pracę.
Studia zawaliłem tuż przed obroną, nie byłem wstanie dokończyć pracy.
Mimo że promotor oceniając postępy mówił iż to może być Bardzo dobra dyplomówka.
Pracę w firmie, najlepszą jaką mogłem dostać z moimi umiejętnościami też zawaliłem gdy pojawił się stres i urojenia ksobne, prześladowcze.
Trudności z odróżnieniem siebie samego teraz od siebie prawdziwego, takiego w remisji. Brak obiektywizmu.
Porywanie się z motyką na słońce, przecenianie własnych sił, ale równocześnie niedocenianie potencjału jakim dysponuje.
Ludzie dawali mi szansę i wykazywałem się puki stres mnie nie zjadł.

Strach, ludzki strach, przed przyszłością, przed tym czy nie zniszczę życia swojej dziewczynie sobą. Kochamy się, ale jestem chyba toksyczny silnie.
Chciałem mieć rodzinę spokojną dobrą pracę, dzieci, psa mieszkanko.
Wszystko zaczynało się układać, super praca, mimo braku tytułu, przeprowadzka...
A później bęc, upadek, tak bolesny jaki tylko mógł w tej chwili być.
Boję się szukać innej pracy, nie wiem czy wytrzymam, nie ufam już swoim uszom i umiejętnościom.
Boję się nic nie robić i zamknąć się w 4 ścianach, nie wiem czy moja dziewczyna to wytrzyma, a czy ja nie odetnę się przez to od tlenu jakim są ludzie, mimo iż teraz większość z nich wydaje mi się wroga.

Czuję się jak w Matrixie, czy raczej jak Truman, z Truman show, zaraz po tym jak dowiedział się że to wszystko mistyfikacja i jego życie nie jest jego. Przestaje wierzyć w przypadki. Potrafię wysnuć logiczny wywód z każdej paranoicznej myśli jaką tylko wytworze. Mam straszne wyrzuty sumienia, takie katolickie, jak i takie życiowe, że kolejne szansy od losu przeciekają mi jak piasek przez palce. Studia, mimo że byłem ceniony przez kolegów za wiedzę i pomoc w projektach (nawet profesorowie uważali mnie za inteligentnego i takiego co daleko zajdzie), stanęły mi ością w gardle, jak rodzice oznajmili mi że zmarnowałem tyle lat i jestem nadal bez tytułu. Za miesiąc stracę wszystkie oszczędności z ostatniej niezasłużonej pensji, którą wziąłem już na zwolnieniu lekarskim po załamaniu. Stracę ubezpieczenie, niezdolny do pracy, w wieku po studenckim jestem skazany na banicję ze społeczeństwa. Robię dobę minę do złej gry. Udaję przed światem że jestem silny, ale czuję że tracę resztki ludzkiej godności, wijąc się jak robak we własnym paranoicznym bagnie. Powiedziałem dziewczynie o swoich paranojach, zatkało ją. Nie widać ich po mnie. Ona cieszyła się, że nie załamuję się po stracie pracy, a tu klops, jestem w kompletnej rozsypce.
Boję się że Ona odchoruje to przeze mnie, jest wspaniała, a ja ją niszczę swoimi porażkami. Nienawidzę tego stanu.

Czy jest szansa na normalne życie z CHADem, w miarę normalne, gdzie normą jest życie szaraczka ze średnią krajową.
Czy skazany jestem na ciągłą pomoc ze strony rodziców, bliskich, którzy już nie wytrzymują tego powoli.
Czy tu potrzebny jest cud, czy wierzycie w cuda, takie religijne.
Czy to ma sens, czy nie pieprz... tego w chole... i nie paląć sobie w łeb.

Czemu w kółko upadam, coraz mocniej i boleśniej odczuwając ziemię, czy raczej beton, a najpewniej bruk piekielny.
Czy życie jest koniecznością, czy życie ma sens, czy krzywdzenie innych własną nieporadnością i coraz cięższymi załamaniami jest uzasadnione i usprawiedliwione samą wartością życia. Ja już przestaję w to wierzyć, że mam prawo do życia w takiej formie. Moja droga z cierni i szpilek, przeplatana rozgrzanym jak oliwa asfaltem jest za trudna.
Nie mam już siły.

JA PIER... NIE MAM JUŻ SIŁY WALCZYYYYYĆĆĆ!!!!!!!
 
Tessa
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 12:30
Awatar

Brązowy Forumowicz


Postów: 806
Data rejestracji: 06.04.13

koko, nie moge Ci niestety odpowiedziec na wiekszosc pytan, bo jestem tutaj z powodu zaburzen odzywiania i depresji.
Jakkolwiek, sa osoby z CHAD ktore sie lecza farmakologicznie i uczeszczaja na terapie. I daja rade...
Sam piszesz ze masz potencjal. Wykozystaj go na wyjscie z dolka, nie dawaj za wygrana. Najtrudniej jest zburzyc te sciany ktore sami sobie wybudowalismy...
Chodzisz na terapie psychologiczna? Moze poszukaj grup wsparcia w swojej okolicy?
'We accept the love we think we deserve'
 
kokoBil
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 13:11
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Niestety nie chodzę na terapię.
Do tej pory leki mi wystarczały, ale mam wrażenie że chyba żyłem w wiecznej mani... Bez DUŻYCH problemów z planami, etc.

Za chwile skończy mi się, tendencyjnie to zabrzmi, kasa.
Nie będzie mnie stać na terapie, leki, lekarzy.
Zresztą nie chce się poddawać, ale nie wiem czy to nie walka o pietruszkę, o kolejny 2 miesieczny, półroczny okres "normalności". O przerywnik między coraz trudniejszymi upadkami. Po którymś nie podniosę się, nie chce by one zniszczyły moich bliskich. O siebie już przestaje się martwić, znosiłem wszystko dzielnie, do czasu kiedy zdałem sobie sprawę że to błędne koło, leczenie, porażka upadek.
Powstanie i kolejny upadek. I tak coraz bardziej.
Mam wrażenie że wszystkie moje lęki co do życia się materializują.
Bałem się być głupi, choroba potrafi odebrać mi całą koncentrację i inteligencje, zachowuję się wtedy jakbym nie skończył przedszkola. Nie rozumiem co się do mnie mówi, zamykam się w świecie własnego niespełnionego perfekcjonizmu.
Miałem świetny wzrok, bałem się go utracić...
Teraz noszę okulary i moja wada pogłębia się coraz bardziej.
Bałem się schrzanić edukację, chciałem być doktorantem...
A tu nawet tytułu nie potrafię zdobyć.
Każdy strach, każdy lęk się urzeczywistnia.
Bałem się być sam, byłem sam.
Balem się niszczyć komuś życie, niszczę je moim rodzicom i dziewczynie upadając raz po raz.
Boję się własnego Cienia.
Czuje się jak schizofrenik, ale najgorsze że mam świadomość że to są wszystko jest w mojej głowie, zaburzenie percepcji.
Nadinterpretacja, oczy wbijające się we mnie, są tylko zwykłymi oczami szukającymi miejsca w tramwaju.
Przykro mi tylko, że nie potrafię już odróżnić prawdziwej kpiny w żywe oczy od tej urojonej.
Masz rację Tessa, zbudowałem wokół siebie ścianę z własnych marzeń pragnień nieskazitelności... tylko jest jeden problem.
Ja nie pasuje do tych ścian. To nie mój pokój.
Ja jestem omylny, słaby, wręcz żałosny, może i faktycznie głupi.
Ale podświadomie wypieram to, walczę z obrazem samego siebie jaki wytworzył się we mnie przez te wszystkie lata.
Walczę z czymś czego nie rozumiem. Mimo że racjonalnie wiem co mi jest, jak z tym walczyć, ale obiektywnie nie mogę być obojętny na tą ułudę jaka mnie w kółko prześladuje.
Mimo że wiem że to kłamstwa mojego umysłu, nie potrafię ich ignorować. Nie rozumiem czemu mój umysł chce mnie zniszczyć. To jakieś zaszłości związane z religijnością, bo kiedyś byłem religijny, teraz jestem bluźnierczy. Czy kara za to że chciałem być kimś, że chciałem coś osiągnąć, że chciałem się wybić ponad przeciętność. Może nie zasługuje na dobre życie.
Może to stara mi się uświadomić tymi obelgami w ustach innych moja podświadomość. Może jestem "głupi", "kretyn", "kłamca", "debil"... Może nie jestem kimś kto zasługuje na życie. Na takich rodziców, na taką dziewczynę, na takich kilku przyjaciół... Na życie. Może zgrzeszyłem, tak ciężko że kara jest mi wymierzona za życia. Może to próba, ale ja nie jestem wstanie jej podźwignąć.

Mam ochotę krzyczeć, płakać, uciec gdzieś daleko, z dala od ludzi. Z dala od pieniędzy. Z dala od odpowiedzialności za własną chorobę. Nie chce być odpowiedzialny za własną ułomność, nie chce jej. Ale niestety nie ma tak łatwo.
Jestem z tym sam, mimo że nie jestem sam. Tylko ja czuje to co czuje, każdy czuje inaczej, nikt nie czuje tego co ja.
To jest ponad siły normalnego, jak również chorego człowieka.
To jest jak rzep, ja jestem jak rzep. Chwytam się szans...
Ale gdy ktoś dostrzega rzepa na spodniach to szybko go wyrzuca za siebie, pod nogi na ulicę, na bruk.
Cholernie się boje że kolejnej porażki nie uniosę, że nie uniosą jej moi bliscy. Ja już nie wiem co czuje. Chce zmian.
Ale każda z nich sprawia mi ból. Jak bardzo prozaicznie by to nie zabrzmiało, boli mnie życie.
 
Life
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 14:05
Awatar

Platynowy forumowicz


Postów: 3356
Data rejestracji: 26.02.10

Czy jest szansa na normalne życie z CHADem, w miarę normalne, gdzie normą jest życie szaraczka ze średnią krajową.
Czy skazany jestem na ciągłą pomoc ze strony rodziców, bliskich, którzy już nie wytrzymują tego powoli.
Czy tu potrzebny jest cud, czy wierzycie w cuda, takie religijne.


Powiem tak: Nie mam CHAD-u, więc nie odpowiem Ci na to pytanie, ale...
Przez wiele lat leczyłam się na zaburzenie osobowości (borderline) i bywały takie momenty, kiedy już miałam wszystkiego dosyć, traciłam wiarę w sens leczenia i w to, że kiedyś uda mi się normalnie funkcjonować. Rodzina miała już mnie powyżej uszu, lekarze byli totalnie bezradni. wisiała nade mną wizja chronicznego pacjenta psychiatrycznego.
Bez żadnego celu życia, motywacji, nadziei, pozostawało mi tylko leżeć w łóżku i ryczeć nad swoim nieszczęsnym losem.
A teraz? Jestem szarym obywatelem, który normalnie funkcjonuje w społeczeństwie. Mam pracę, pasję, znajomych, a nawiązywanie zdrowych relacji nie jest dla mnie problemem. Zapomniałam już co to destrukcja, dbam o siebie. w zeszłym roku pożegnałam się z diagnozą.
Jak to osiągnęłam?
Mimo bólu, chronicznej pustki, bezsensu, walczyłam o siebie. Szukałam motywacji, swojego życiowego celu. Do skutku. Nie znalazłam od razu. Ale po kilkudziesięciokrotnej próbie wreszcie się udało...

Najważniejsze jest to, by się nie poddawać. Próbować do skutku. Słuchać zaleceń lekarzy i nie kombinować. A przede wszystkim dokonać wyboru, wyboru rozstania z chorobą... i wziąć odpowiedzialność za swoje postępowanie

Trzymam za Ciebie kciuki.

Ps. Może pomyśl o terapii, co?
Bój się i idź do przodu Wink

Dla odmiany szczęśliwa Grin
i wkur@@@na... Aaa... Już mi przeszło Pfft
 
kokoBil
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 14:20
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Pomyśle o Terapii Life, Tessa.
Dziękuje za słowa otuchy.
 
Insomnia
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 16:20
Rozgrzany


Postów: 68
Data rejestracji: 11.07.13

Pewnie nasz schizoafektywną jak ja, co jest jeszcze bardziej przejeb***, bo łączy chad i schizofrenię. Ale u mnie leki wygrały z objawami psychotycznymi pozostał tylko chad z którym teraz w stanie nawrotu nie potrafię wytrzymać.

Może niech lekarz zmieni ci leki? Wiem, że będziesz latał po ścianach przez miesiąc, ale naprawdę może pomóc. I trzymaj się myśli o tym, że masz dziewczynę. Wiem po sobie, że czasem to jedyne, co trzyma.
Tym bardziej, że ostatnio doszłam do wniosku, że Bóg nie kocha chadowców i schizofrenikow (tej nocy kłociłam sie to z Nim, to z szatanem), a on był moją nadzieją. Wtedy tylko realna dobra osoba może pomóc.Uwierz, co noc stawiam sobie takie same pytania. Czy to kara? Zawsze chciałam być dobra, a okazałam się złem...

Co do Ciebie... może piwinieneś iść do szpitala? Na chwilę oderwałbyś się od rodziny, tego wszystkiego, lekarze dobrali by ci leki. Nie pozwól sobie zostawić leczenia, bo wtedy to będzie koniec.
Trzymaj się ciepło.

F31
 
kokoBil
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 17:02
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Dzięki Insomnia.
Faktycznie zaczynam się zastanawiać czy faktycznie nie jestem bardziej schizoafektywny niż chaderski.
Albo chader z osobowością paranoiczną...
Jak zwał tak zwał, ciężko jest, też pytam Boga za co.
Na szczęście, czy nie szczęście milczy...
Edytowane przez kokoBil dnia 13/07/2013 17:10
 
ef
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 18:36
Awatar

Pasjonat


Postów: 6254
Data rejestracji: 16.02.11

tak szczerze to też myślę, że nieważne, czy schizoafektywny, czy paranoiczny czy ch*j wie jaki. jesteś kokoBillem. reszta nie ma znaczenia.
i tak jak pisze Insomnia, nie pozwól sobie zostawić leczenia, poddać się. szukaj do skutku.
strasznie przykro patrzeć jak się szarpiesz. i wiem jakie to bolesne, kiedy jesteś świadomy swojego potencjału, masz ambicje, a wszystko ch*j strzelił, bo choroba uderza. przykro mi. mam nadzieję, że jak już się trochę uporasz z objawami to uda Ci się zdobyć ten tytuł i odzyskasz trochę wiarę w siebie.
trzymaj się!
Wcale nie umarłeś lecz śpisz, jeszcze życie wyjdzie Ci.
 
Insomnia
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 18:40
Rozgrzany


Postów: 68
Data rejestracji: 11.07.13

Jak zwał tak zwał tylko, że to ma odzwierciedlenie w leczeniu i to już wiele zmienia. Choć często leki się pokrywają to zmienia postać rzeczy.
F31
 
ef
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 18:54
Awatar

Pasjonat


Postów: 6254
Data rejestracji: 16.02.11

ale w wielu przypadkach leczenie jest objawowe i dobiera się je metodą prób i błędów...
Wcale nie umarłeś lecz śpisz, jeszcze życie wyjdzie Ci.
 
Insomnia
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 19:11
Rozgrzany


Postów: 68
Data rejestracji: 11.07.13

Tak pewnie tak. Nie chodzi mi o nazwę, mi chodzi jedynie o to, czy lekarz ma dokładny obraz tych objawów psychotycznych.
Edytowane przez Insomnia dnia 13/07/2013 19:12
F31
 
kokoBil
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 19:26
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

tak ef, jak by to nie nazwać, to choler... jest.
szarpię się faktycznie i szarpię nerwy bliskich.
aż mi się serce kraje jak pomyśle że muszę się rodzicom znów przyznać i poprosić i pieniądze na leczenie... a już było tak dobrze własna kasa, własne życie. I znowu na glebie.
 
Pogodna
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 19:38
Awatar

Grupa Trzymająca Władzę


Postów: 3860
Data rejestracji: 23.06.10

Przede wszystkim leki działają po czasie, już chyba przeczytałeś, że u niektórych kwestia widocznej poprawy to miesiące i dobranie dobrych leków bo niby jedna choroba a zobacz jak różne leki można brać, wiem po sobie jak dobre leki pomagają wyjść z domu i funkcjonować w społeczeństwie. A terapia wydaje mi się must have właśnie po to, żeby móc przezwyciężać kryzysy wtedy, kiedy leki nie załatwiają wszystkiego. Tak to jest że jeden ma wiele siły w sobie do swojego kiepskiego samopoczucia a drugi musi w sobie znaleźć ten potencjał i nauczyć się wcielać w kryzysie.
Nieśmiertelność jest bardzo łatwa do osiągnięcia. Wystarczy nie umierać.
 
kokoBil
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 13/07/2013 20:08
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Tak Pogodna, mnie się wydawało że mam ten potencjał do walki...
A to była mania się okazało. Teraz to widzę.
Jak zaczął się stres, zaczęła się ksobność i prześladowcze.
Ale nie poddam się, chociażbym miał udowadniać że nie jestem debilem. Kiedyś byłem dobry, to nie mogła być tylko choroba.

Powiem szczerze chyba mi się poprawia lekko samopoczucie trochę jak się wygadałem tutaj.
 
Alia
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 14/07/2013 11:42
Awatar

Grupa Trzymająca Władzę


Postów: 2630
Data rejestracji: 01.09.09

Ja tylko parę porad ze strony bardziej praktycznej - zarejestruj się w Urzędzie Pracy, nie wiem, czy będziesz miał prawo do zasiłku dla bezrobotnych, ale przynajmniej będziesz miał ubezpieczenie zdrowotne. A z ubezpieczeniem możesz zacząć szukać darmowej terapii na NFZ. To nie jest łatwe, ale da się znaleźć, dużo zależy oczywiście od tego, gdzie mieszkasz.
 
kokoBil
#16 Drukuj posta
Dodany dnia 27/07/2013 21:31
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Dzięki Alia.

A wracając do leków, czy jest możliwe że stabilizator, lamotrygina, pogłębia ksobność i wręcz omamy słuchowe?
Mam znów silne urojenia prześladowcze. I albo ktoś faktycznie chce mnie wykończyć nerwowo, albo słyszę coś co mnie tak czy inaczej zmiażdży.

Chyba jest coraz gorzej. Psychotrop nie daje rady prawdopodobnie.
Lekarka na urlopie zagranicą Sad a ja nie wiem co robić.
Nie chce odkładać leku, ale czuję się fatalnie.

Kolejna sprawa czy ktoś brał lit może ?
Jakie wrażenia, ja chyba dostanę go jak wróci lekarka.
Za jakie grzechy muszę się z tym męczyć.
 
Life
#17 Drukuj posta
Dodany dnia 27/07/2013 21:36
Awatar

Platynowy forumowicz


Postów: 3356
Data rejestracji: 26.02.10

KokoBil a nie ma szans żebyś się skonsultował z innym lekarzem, jeśli jest tak źle? Zapytaj w swojej przychodni, w ostateczności zostaje SOR.
Bój się i idź do przodu Wink

Dla odmiany szczęśliwa Grin
i wkur@@@na... Aaa... Już mi przeszło Pfft
 
Tessa
#18 Drukuj posta
Dodany dnia 27/07/2013 21:38
Awatar

Brązowy Forumowicz


Postów: 806
Data rejestracji: 06.04.13

Moj wspollokator bral. Przy dwubiegunowce. Ale nie moge powiedziec ze mu sie polepszylo...
Jezeli nie mozesz sie dostac do swojej lekarki, moze sprobuj u innej? Jezeli masz jakikolwiek z nia kontakt mozesz zapytac o rekomendacje... Pojscie do tego samego osrodka ulatwiloby sprawe, bo lekarz zastepujacy bedzie mial wglad w karte.
'We accept the love we think we deserve'
 
kokoBil
#19 Drukuj posta
Dodany dnia 27/07/2013 21:42
Rozgrzewający się


Postów: 24
Data rejestracji: 11.07.13

Znaczy się sam nie wiem, czuje wewnętrzne rozbicie i lęk przed niewiadomo czym, a dodatkowo te omamy, bo nie wierze żebym słyszał to co słyszę. Boję się że na tych dawkach leku może mi się jeszcze bardziej pogorszyć.
Mam wrażenie że mi się nie poprawi nigdy, bo powoli zaczynam wierzyć w urojenia jakie mnie prześladują.
Myślałem o szpitalu, ale mam cykora.
Zresztą teraz mam tylko cykora przed dzwonkiem do drzwi nawet.
 
tajfunek
#20 Drukuj posta
Dodany dnia 27/07/2013 21:44
Awatar

Pasjonat


Postów: 6631
Data rejestracji: 31.05.09

W takim stanie to chyba tylko lekarz jest Ci w stanie pomóc.
Nie bój się szpitala, tam są fachowcy,którzy Ci pomogą.
Nie zwlekaj z tym.
Słowa, którymi z małostkowości czy z ignorancji zatruwa się serce własnego dziecka, zostają na zawsze w pamięci i prędzej czy później spopielają mu duszę.
 
Przeskocz do forum:
Podobne Tematy
Temat Forum Odpowiedzi Ostatni post
Góry, nasze góry Nasze wątki - część otwarta 682 22/08/2019 14:46
Nasze FOTO W wolnym czasie 408 14/03/2019 15:21
Wizje psychotyczne???... Schizofrenia 1 04/02/2019 18:09
2013 nasze marzenia, nadzieje, plany Porozmawiajmy 55 19/12/2018 19:06
Nasze pupile ^^ W wolnym czasie 55 30/10/2018 21:26

28,537,768 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.

©Paweł Chludziński 2008 -2019. Kopiowanie bez zgody lub podania źródła zabronione.