Tytuł: Mam Efkę :: Niekompletna

Dodane przez Utracjusz dnia 21/11/2016 00:58
#6

A ja mam pytanie do Blurryface: kiedy postawiono Ci diagnozę?

Moja diagnoza zatrzęsła całym światem, zwłaszcza że wylądowałem w szpitalu w ostrej manii z elementami psychotycznymi. Cierpiałem niesamowicie, ale nie na tym chcę się skupić.

Kiedy "wyszedłem na wolność" i świat, który znałem miał zupełnie inny krajobraz - nie potrafiłem się odnaleźć. Nie miałem pracy, nie miałem znajomych, a jeszcze parę miesięcy wcześniej byłem królem życia. Wysokie stanowisko w pracy, wiele spraw i projektów na głowie, perspektywy podboju świata (takiego zdrowego, jeszcze nie chorobowego :)). Nagle to wszystko zniknęło w oddali, a ja poczułem się, jakby ktoś wrzucił mnie do świata, w którym nigdy nie byłem i nie potrafię w nim oddychać. Nikt nie był w stanie mnie zrozumieć, ale... ja też nie rozumiałem, gdy mówiono mi - to przejściowe, znów wrócisz do życia, będzie po prostu inaczej.

Za ok. miesiąc mija 2 lata od mojego pobytu w szpitalu. Nadal bywam pełny strachu w oczekiwaniu na kolejną manię, ale przestałem tym żyć. Przestałem być dla siebie samego chory. Mam swoje ograniczenia, ale one nie są intelektualne. Nie zmienił mi się charakter, dalej jestem tym samym pozytywnym popieprzeńcem, którego znałem przed wystąpieniem choroby. Mam tylko większy wgląd w siebie, bo staram się obserwować przy różnych sygnałach od ciała czy psychiki.

Wiesz co jest w nas złego? Chcemy mieć kontrolę. Chcemy wszystko wiedzieć, wszystko przewidzieć, ze wszystkim sobie radzić, mieć receptę na dobre życie i w sumie to nic złego. ALE! Gdzieś w takim myśleniu o sobie brakuje dystansu, pokory i zwyczajnego ucieszenia się z tego jak jest.
Ja mogłem w manii kogoś nawet zabić... ale nie zabiłem. Mogłem siedzieć w szpitalu dłużej... wyszedłem i żyję. Mogłem zdać się na rentę i wyautować się z rynku pracy... wróciłem i mam sukcesy. Mogłem powiedzieć sobie - mam ChAD i świata poza tym nie widzieć... a ja chcę się rozwijać i dostarczać sobie różnych doświadczeń życiowych.

Przeszedłem przez to z żoną. Nadal jesteśmy razem i choć jest inaczej, mam wrażenie, że pod pewnymi względami jesteśmy bliżej. Ja już przestałem od niej wymagać, żeby mnie rozumiała. Nie zrozumie. ChAD to problemy chemii w mózgu i jak to ma rozumieć człowiek, który ma tam inaczej? Nie wymagajmy cudów. Jednego za to można wymagać - akceptacji. Nie zachowań czy dołków, bo je czasem trudno zaakceptować, ale samego faktu, że wystąpią. Bo wszystko da się przeżyć i ze wszystkim pójść dalej, ważne żeby robić to razem, a jako razem rozumiem tutaj nie to, że Twój chłopak będzie wchodził w Twoje stany. Razem to znaczy, że będzie tuż obok i będzie normalnie żył z Tobą, nawet jeśli masz gorszy czas. Wsparcie polega również na obecności, bo wtedy nie czujemy się samotni. Uświadomienie sobie, że takiej choroby nie da się wyleczyć, a jedynie ograniczać jej pole działania i akceptacja, że tak jest - pozwala żyć normalnie i cieszyć się życiem bez piętna choroby.

To trudne dla obu stron, ale możliwe i mam nadzieję, że wypracujecie swoje ścieżki w docieraniu do życia fajnej jakości :)