Tytuł: Mam Efkę :: Tracę...

Dodane przez Yasmin dnia 08/11/2013 14:18
#1

Zapytacie co?
Sama nie wiem, jak to nazwać. "Siebie" - ale żebym to ja wiedziała, kim jestem...
"Siłę" - nie, bo jej raczej nigdy nie miałam, zawsze tylko zgrywałam się na siłaczkę i twardzielkę.
"Wytrwałość" - tak, to chyba to. Tracę wytrwałość :( Już mi się nie chce chcieć.

Nie chcę opowiadać całej swojej historii. Żalić się, jaka to ja biedna, itd. Kto z nas nie miał ciężko? Kto nie miał trudnego dzieciństwa?
Powiem tylko z czym borykam się obecnie i dlaczego już nie daję rady.

Tak, jak napisałam w powitaniu mam BPD i ChAD typ II. O pierwszym wiem od jakichś 2lat, o drugim od 2tyg. Przez 10lat byłam leczona na nawracającą depresję i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Źle postawiona diagnoza i niedopasowane leczenie stopniowo pogarszało mój stan zdrowia. Teraz jestem wrakiem. Trudno mi ze samą sobą, ale niestety nie jestem dla siebie jedynym problemem do udźwignięcia.

Mój mąż jest AA. Korzysta z terapii. Co prawda nie pije już od dwóch lat i jest to wspaniały sukces, ale niestety i on ma swoje "jazdy" i "głody". Nie bardzo mogę liczyć na jego wsparcie, a moje gorsze stany nasilają jego gorsze stany i ostatnio bardzo się boję, że zapije.

Mój 8 i pół letni synek jest chory genetycznie. Ma zespół Klinefeltera. Z nim również rozpoczęta jest psychoterapia, gdyż ma już problemy z emocjami... i nie tylko... a niebawem trzeba będzie wdrożyć farmakoterapię.

Jeszcze jakoś tego wszystkiego pilnuję, ale już coraz gorzej mi to wychodzi. Mam problemy, żeby rano wstać, wyszykować go do szkoły, odwieźć...przywieźć. Obowiązki zaczynają mnie przerastać. Na każdym kroku boli... I z każdym krokiem braknie sił, by iść dalej.
Jedyną osobą, która jest dla mnie w tej chwili realnym wsparciem, jest mój terapeuta, który trwa przy mnie już ponad półtora roku mimo, że różnie ze mną bywało.
Wiem, że nie mogę liczyć na rodzinę (powodów nie będę wymieniać). Mało w moim życiu bliskich ludzi (to wynik BPD - teraz już o tym wiem), na których mogłabym liczyć. Jestem świadoma, że sama nie dam rady i potrzebuje pomocy kogoś więcej, niż mój terapeuta (nie mogę na nim wisieć, jak dziecko).
Proszę Was o wsparcie!
I z góry dziękuję!!
________________________________________________________________

Czy w Poznaniu ktoś z Was chodzi na jakąś grupę?

Dodane przez martyna dnia 08/11/2013 15:03
#2

Witaj;)
nic sensownego nie jestem w stanie napisac , pisz jesli Ci to pomaga ja czytam.

Dodane przez ewela dnia 08/11/2013 18:33
#3

Nie powinnam Ci się wpisywać w wątku, bo gdybym ja taki teraz o sobie założyła to zatytułowałabym go "Tonę".
Ale pisz, trzymaj się terapii, swoich związków i sił, które w sobie masz. Do mnie przemawia teoria, że człowiek nie jest tylko chorobą. Chory jest tylko kawałek człowieka a zdrowa część może się zaopiekować tą chorą. Pisz

Dodane przez Yasmin dnia 08/11/2013 19:43
#4

Dziękuję Wam za wpisy...

Wiecie, pierwszy raz w życiu (a żyję już 33lata) czuję się tak strasznie świadomie samotna. Wiem, że częściowo sama na to zapracowałam - choćby swoimi zaburzeniami. To jest bardzo podłe uczucie. Zawsze byłam ze wszystkim sama, ale nigdy aż tak boleśnie świadomie.

Dodane przez ewela dnia 08/11/2013 20:24
#5

Powtarzam sobie "Moje zaburzenia nie są moją winą". Nie miałam wpływu i świadomości gdy się rozwijały. Mam wpływ na pracę nad nimi. Ta praca to czasem krok w przód, dwa w tył. Ale przynajmniej dystans do spokoju się tak drastycznie nie zwiększa.
Pracujesz nad tym, jesteś czynna. Jeśli tak to będziesz miała nie tylko jazdy ale i okresy niezłego życia.
Yasmin, nie chcę się wymądrzać, ale przypuszczam, że jeśli uświadomiłaś sobie, że jesteś boleśnie sama to może odzywa się w tej myśli właśnie Twoja zdrowa część.

Dodane przez sensitivechild dnia 08/11/2013 21:43
#6

Witaj Yasmin.
Kiedy czlowiek dostrzega rzeczy, ktore bola, ktore nie pasuja - moze je zmienic. Zycze Ci, bys odnalazla w sobie poklady wytrwalosci. Czasem sie wydaje, ze juz nie da sie dluzej wytrzymac, a po chwili okazuje sie, ze czlowiek nadal zyje :)

Dodane przez Yasmin dnia 10/11/2013 12:50
#7

Tak, macie dużo racji. Rozumowo to oczywiście przyjmuję i się z tym zgadzam. Jednak, gdy dochodzą do głosu emocje (mimo długiej już terapii zdarza się, że różne tryby i schematy biorą górę nad moim zdrowym ja), zwłaszcza te przykre w odczuwaniu, to bardzo trudno wykrzesać z siebie siły.
Wytrwałość wiąże się dla mnie z dostrzeganiem wyższego celu ponad cierpieniem i trudnościami i dążeniem do niego pomimo...
Jednak, gdy człowiek jest w głębokim dole, a już nie raz w takim byłam (owszem, do tej pory jakoś wychodziłam, ale za każdym razem było mi coraz trudniej), to z takiej perspektywy nie dostrzega się żadnego celu ponad... jest tylko mozolna walka w ciemności i potworne zmęczenie... wtedy nie liczy się nic - nawet to, czy jest rodzina, dzieci... i to wcale nie jest brak miłości, egoizm, tchórzostwo, wygodnictwo... To jest totalna niemoc, niemożność, nieumiejętność bycia i trudne do zniesienia zmęczenie, gdy marzysz tylko o tym, by przestać być.

Wiem, że jeśli szybko nie zadziałam, to jestem na dobrej drodze, by znów znaleźć się w tej pomroczni. Myślę, że wiem, czego mi trzeba. Próbuję to znaleźć, dlatego tu jestem. Potrzebuję ludzi, ale przez internet to za mało. Potrzebuję żywych ludzi, którzy przez to przechodzą i kogoś wykwalifikowanego, kto nad nimi 'czuwa'.


Dodane przez martyna dnia 10/11/2013 12:58
#8

może jednak szpital?
dół kiedyś mija zapewniam Cię, tylko trzeba przeczekać w miarę bezpiecznie przeczekać, a w przyszłości na tyle obserwować siebie , że przy pierwszych symptomach wprowadzić profilaktykę.
Jesteś silna, wykorzystaj tą siłę by zdrowieć :cieszacz

Dodane przez sensitivechild dnia 10/11/2013 13:48
#9

A moze grupa? Tak mi przyszp do glowy jak pisalas o potrzebie kontaktu z ludzmi.

Dodane przez Yasmin dnia 10/11/2013 16:35
#10

No tak, tak... chodzi mi wlasnie o grupe, ale nie moge znalezc takiej w Poznaniu. Dacie wiare? W tak duzym miescie... Gdyby mnie chcieli przyjac, to poszlabym do jakiejkolwiek, chocby do AA, czy DDA... ale nie chca :(
Ma ktos pomysl, gdzie sie udac? procz wspomnianego juz szpitala, gdyz to traktuje jako ostateczna ostatecznosc ze wzgledu na moich chlopakow.

Dodane przez Pogodna dnia 10/11/2013 16:48
#11

Rozmawiałaś z terapeutą o tej grupie? On obracając się w środowisku powinien - tak mi się wdaje wiedzieć o istnieniu takich grup.

Dodane przez martyna dnia 10/11/2013 17:23
#12

Gdyby mnie chcieli przyjac,

a nie chcą ?próbowałaś?
mnie nie przyjęli w sierpniu :(

Dodane przez Yasmin dnia 10/11/2013 17:32
#13

no raczej... dzwoniłam, pytałam. i d*pa :(

przykro mi, że Ciebie też nie przyjęli...

Dodane przez martyna dnia 10/11/2013 17:42
#14

Yasmin mnie nie przyjęli bo się nie kwalifikowałam na dzienny, usłyszałam, że nie wezmą odpowiedzialności za mnie jak będę wracać do domu, a że mój ówczesny stan kwalifikował się na oddział stacjonarny.
Było minęło, może kiedyś się jeszcze zdecyduję. Nie czuję teraz takiej potrzeby, ludzi mi nie brakuje bardziej ciszy i spokoju.
Marzy mi się praca w bibliotece :D byle by nie mieć kontaktu z ludźmi :P
A jakie były argumenty by Tobie odmówić?

Dodane przez Yasmin dnia 10/11/2013 17:57
#15

Oficjalne to takie, że albo grupa już ma komplet i nie przyjmują nowych osób, albo, że to są zupełnie rozbieżne problemy i inna terapia w związku z tym. Nieoficjalnie dowiedziałam się, że osoby z ChADem, ale głównie z BPD ze względu na swego rodzaju 'problematyczność' nie są mile widziane... cóż za dyskryminacja :@

Dodane przez martyna dnia 11/11/2013 01:28
#16

Jestes pewna ze to chodzi o jednoste chorobowa? A moze faktycznie juz trwa grupa. Rozgladaj sie i pytaj co ;)

Dodane przez sigma dnia 11/11/2013 01:34
#17

Ale to chyba nie jest dziwne, że nie chcą Cię przyjąć do grupy AA, skoro Twoim problemem jest chad i borderline, a nie alkoholizm? :mysli

A myślałaś o oddziale dziennym? Miałabyś codziennie kontakt i z grupą, i z rodziną...

Dodane przez Yasmin dnia 11/11/2013 11:25
#18

He,he... dla mnie to nie jest dziwne i ja rozumiem, ze mnie tam nie chca z tych, czy innych powodow. Ale dzwonilam i pytalam nawet w takich miejscach, chyba dlatego, zeby uchwycic sie czegokolwiek.
O oddzialach dziennych wiem niewiele, a praktycznie nic. Ale jesli dzieki takiemu rozwiazaniu moglabym korzystac z leczenia i co wieczor sprawdzac mlodemu lekcje i klasc go spac, to wszyscy poradzili bysmy sobie.
Musze poszukac o tym informacji.

Dziewczyny, dziekuje Wam za zainteresowanie i rady. To dla mnie naprawde wiele znaczy :)

Edytowane przez Yasmin dnia 11/11/2013 11:29

Dodane przez tajfunek dnia 11/11/2013 12:05
#19

Napewno coś znajdziesz :) tym bardziej, że widać, jak Ci zależy.

Dodane przez sigma dnia 11/11/2013 12:46
#20

Na oddział dzienny chodzisz codziennie na kilka godzin, np. od 8 do 13, i masz tam terapię grupową, jakieś treningi różnych umiejętności, arteterapię, indywidualne konsultacje z terapeutą... zależy oczywiście od oddziału i potrzeb, ale jak czytam, czego potrzebujesz, to jakoś właśnie oddział dzienny przychodzi mi do głowy :)

Dodane przez sensitivechild dnia 11/11/2013 15:28
#21

Sigma dobrze prawi :)
A tymi probami dostania sir na grupy np AA to chyba chcialas sobie tylko dokopac. Znam z autopsji tego typu manipulacje, by potem czuc sie zle, ze mnie nie chca :p

Dodane przez Yasmin dnia 11/11/2013 16:45
#22

Dzięki!!!

Jaki człowiek jest czasami ślepy w swoim bólu... Jakże się czasem szamocze w cierpieniu... tak bardzo, że nawet nie jest w stanie dostrzec wyjścia... nie mówiąc już o tym, by do niego trafić.
Dobrze mieć zawsze w zanadrzu pigułkę pokory, która zadziała uśmierzająco i pozwoli skorzystać z mądrości innych.

:)


Dodane przez Alia dnia 11/11/2013 19:58
#23

Mój mąż (nerwica natręctw) był na oddziale dziennym. Sześć tygodni, codziennie 8-16 (prawie jak do pracy), różne formy terapii zbiorowej, psychorysunki, choreoterapia, do tego zmiana leków. Z perspektywy czasu widzę, że dużo mu to dało, choć musiało minąć trochę czasu. Skład grupy był mieszany, jego nerwica natręctw, depresja, borderline i Chad też.

Dodane przez tajfunek dnia 12/11/2013 09:05
#24

sama drze o to, zeby moj synek nie 'przeklinal' kiedys swojej przeszlosci przez borderowa i chadowa matke...

chciałam Ci tylko napisac,że bardzo smutne jest to, jak bardzo utożsamiasz się z etykietką <diagnozą> :(

Dodane przez Yasmin dnia 12/11/2013 09:57
#25

Nie chodzi o etykietke. Niech bym byla nie zdiagnozowana... Przypuszczam, ze dziecko i tak mialoby poniekad przesrane przez matke 'wariatke'. Staram sie jak moge - lecze, chodze na terapie ze soba i z nim, ale objawy mimo wszystko miewam bardzo silne i to, co uwazasz za smutne utozsamianie sie z etykietka jest raczej smutnym zdawaniem sobie sprawy z konsekwencji swoich jazd i prawdziwosci Twojego opisu...

Dodane przez sensitivechild dnia 12/11/2013 10:04
#26

Niestety ja tez bardzo sie boje o corke, o to, jak bardzo moge ja skrzywdzic - czy to nieumiejetnoscia odnalezienia rownowagi odnosnie jedzenia, czy roznymi schematyxznymi zachowaniami, mania mycia rak i innymi natrectwami, czy jazdami zwiazanymi z borderem. I jakkolwiek bym to wszystko nazwala lub w ogole nie nazwala, skutek bedzie ten sam, niezaleznie od etykiety. Czlowiek chcialby chronic przed calym zlem i niebezpieczenstwem wlasna piersia, ale co jesli ta wlasna piers nie jest taka do konca bezpieczna? I to jest smutny fakt, ale swiadomosc problemu to juz wydaje mi sie pol sukcesu.

Dodane przez Yasmin dnia 12/11/2013 21:14
#27

Kontynuując myśl z innego wątku - to że się dodzwoniłam na ten oddział, i że tam przyjmują takich, jak ja, to jeszcze nic.... bo.... grupa ta ma ruszyć już 2 grudnia i babka przypuszcza, że może być komplet. Zapisać mnie nie mogła, gdyż musi mieć do tego jakiś numer ze skierowania do psychologa, które dopiero trzeba załatwić. Więc jutro muszę się postarać o skierowanie i umówić tam u nich do psychologa, który mnie oglądnie i ewentualnie przyjmie na oddział dzienny...
Oby się tylko udało! I oby starczyło mi sił, bo jadę na rezerwie...

Dodane przez modliszka dnia 12/11/2013 21:32
#28

Miło czytać jak ktoś tak walczy o swoje leczenie:)
Trzymam kciuki aby się udało!

Dodane przez sigma dnia 12/11/2013 21:35
#29

Jak pokażesz im taką determinację, jak pokazujesz tutaj, to myślę, że Cię przyjmą ;)

Dodane przez Yasmin dnia 13/11/2013 20:54
#30

Nie było łatwo... Nie obyło się bez łez, ale to dlatego, że już jestem zmęczona. Nie potrafię utrzymać emocji na wodzy. Wychodzą na wierzch - border się odzywa i znowu wybucham. Kobitka w rejestracji poradni, gdy dotarłam tam z trudem zdobytym skierowaniem (bo moja psychiatra jest na urlopie) powiedziała, że miejsc już nie ma... Jest komplet, a nawet powyżej, bo na 12 możliwych jest już 20 osób :boisie Stałam tam tępa, aż w końcu łzy mi zaczęły lecieć same i za nic nie mogłam tego cholerstwa powstrzymać. Boszeeee... :zalamka No to ładnie się zaprezentowałam. Wzięła moje namiary i powiedziała, że w pt. pogada z terapeutami, ale następny "turnus" na wiosnę dopiero.
Do wiosny to.... du*a. Nie ujadę przecież. Ja teraz potrzebuję pomocy.
Wróciłam do domu zniechęcona... ale przecież tyle już zrobiłam (sama się dziwię, jakim cudem) więc nie poddam się jeszcze... i znalazłam namiary do jednej z terapeutek tegoż oddziału dziennego. Zadzwoniłam i powiedziałam, że dziś tam byłam. Że mi bardzo zależy, że potrzebuję tego. Okazało się, że kobitka z rejestracji przedstawiła mój stan jako ciężki, wymagający raczej hospitalizacji niż oddziału dziennego... :| Zwaliłam na leki, że nowe biorę i że masakrycznie na mnie działają. A ona stwierdziła, że..........
..........o tym zdecyduje psycholog. Dała mi szansę. Będę miała konsultację jeszcze do tej grupy i jeśli on mnie zakwalifikuje, to zostanę przyjęta.
Mimo początkowego mroku pojawiło się światełko w tunelu.
Ale jestem wykończona.
Zjadają mnie własne emocje, bezsilność i lęk.
Boję się nadziei.

Dodane przez Tessa dnia 13/11/2013 21:05
#31

Yasmin, jest szansa ze bedziesz mogla dolaczyc do grupy, wiec nie wszystko stracone :)
A moze hospitalizacja nie bylaby takim zlym pomyslem?...

Mnie tez lzy czasami po prostu zaczynaja cieknac po policzkach, mimo najwiekszych staran nie udaje mi sie tego powstrzymac czasami... Szczegolnie gdy jestem zmeczona lub na czyms mi zalezy, wystarczy male potkniecie, mala przeciwnosc losu i zaczynam ryczec... A potem juz rycze o byle co... Godzinami.

Dbaj o siebie, jestes na dobrej drodze zeby uzyskac pomoc. Gorsze dni wszystkim sie zdarzaja...

Dodane przez martyna dnia 13/11/2013 21:15
#32

Yasmin jestem z Ciebie strasznie dumna:applaus

Dodane przez Yasmin dnia 13/11/2013 21:26
#33

Dziewczyny.... ale teraz to już płaczę przez Was :|

To chyba między innymi właśnie Wasze wsparcie tak mnie niesie i działam.
Szczerze Wam dziękuję :kwiatek

Dodane przez Tessa dnia 13/11/2013 21:46
#34

:) Sheldon mowil: 'there, there...' :)
mnie tutaj tez zmotywowano do porzadnego zabrania sie za siebie, i jak na razie w ciagu kilku miesiecy zrobilam wiecej dla siebie niz w przeciagu ostatnich 10 lat :)
trzymam kciuki Yasmin. Za zdrowienie i za oddzial dzienny :)

Dodane przez Life dnia 13/11/2013 21:58
#35

Yasmin milo się czyta, gdy ktoś jest tak zdeterminowany, by powalczyć o swoje zdrowie!! Trzymam kciuki za konsultacje! ;)

Dodane przez sensitivechild dnia 13/11/2013 22:01
#36

Super Yasmin! Gratuluje samozaparcia i determinacji :)

Dodane przez tajfunek dnia 13/11/2013 22:18
#37

Wow jesteś świetna, barwo za determinację. Trzymam kciuki za rozmowę
:kwiatek

Dodane przez ewela dnia 13/11/2013 22:25
#38

Yasmin, jesteś silna. Ty tego nie widzisz, bo jesteś w środku. Kibicuję Ci i dasz radę. Mój szacunek

Dodane przez Yasmin dnia 15/11/2013 14:04
#39

Może kiedyś uwierzę w Wasze słowa... może... mimo wszystko dziękuję.

Teraz póki co nie umiem, gdyż widzę samą siebie i jestem ze sobą na co dzień.
Po całej tej akcji niemal całą poprzednią noc miałam nieprzespaną. Mimo proszków nie potrafiłam się wyłączyć, ani choćby wyciszyć...
W konsekwencji pół wczorajszego dnia spałam :/ a kolejne pół nadrabiałam... Całe szczęście ta noc była w miarę możliwa.

Dziś zadzwoniłam znów do poradni i dali mi konkretny termin konsultacji - za tydzień, w pt. Ufff....

CHCĘ się zakwalifikować! MUSZĘ!
Jeszcze nigdy tak świadomie nie walczyłam o siebie!
To efekt ponad półtorarocznej terapii.
J. dziękuję, że mnie tego nauczyłeś!

Dodane przez martyna dnia 15/11/2013 14:52
#40

Yasmin z dedykacją dla Ciebie ...
YouTube Video

Dodane przez Yasmin dnia 15/11/2013 16:40
#41

Martynko, pocieszna dziewczynko... dziękuję Ci serdecznie :buziak


Dodane przez Yasmin dnia 22/11/2013 21:21
#42

Jakos doczolgalam sie do dzisiejszego dnia i konsultacji.
Rozmowe nawet przezylam.
Okazalo sie, ze potrzebna jest jeszcze jedna - z pozostalymi terapeutkami oddzialu.
Jestem umowiona na poniedzialek.
Mysle, ze dotrwam.
Tylko najgorsze to czekanie, a decyzji nadal brak...

:kwiatek to dla Was, za wsparcie!

Dodane przez martyna dnia 23/11/2013 06:41
#43

Ciesze sie ze idziesz do przodu z takim zapalem a chodzi o zdrowie super:applaus

Dodane przez tajfunek dnia 23/11/2013 06:44
#44

Trzymam mocno kciuki za pomyślna decyzję :)

Dodane przez Yasmin dnia 26/11/2013 11:32
#45

Byłam wczoraj na drugiej/ostatniej rozmowie w sprawie przyjęcia na oddział i czekam na decyzję. Do czwartku mają dać odpowiedź...
Próbowałam się też pożegnać z terapeutą, ale wyszła żenada. Wstyd i hańba :|

Dodane przez ef dnia 26/11/2013 12:30
#46

czemu żenada, wstyd i hańba? co się stało??

pytanie do Modów: może by tak połączyć wątki Yasmin w części otwartej i zamkniętej? bo wychodzi na to, że ma dwa...

Dodane przez Perfidia dnia 26/11/2013 13:30
#47

Yasmin napisała:
Tamten wątek postanowiłam pozostawić w części otwartej ze względu na potencjalne korzyści dla osób nie będących w NGW. Może ktoś przeczyta, odnajdzie tam troszkę siebie i postanowi się leczyć. Może chociaż zastanowi się i spróbuje... albo będzie wiedział, jak pomóc komuś, kto ma podobny problem...

Dodane przez ef dnia 26/11/2013 13:38
#48

ach, ok.

Dodane przez Basienka dnia 26/11/2013 19:52
#49

Yasmin, ja Cię tu czytam i kibicuję Ci mocno, choć nie mam często siły pisać... Mam nadzieję, że dostaniesz się na oddział, starasz się o to z godną naśladowania determinacją, podziwiam Cię.
Mam nadzieję, że będziesz pisać nadal w tym wątku.

Dodane przez ewela dnia 26/11/2013 20:04
#50

Yasmin, trzymam kciuki.
Mi dodajesz sił: jestem w terapii indywidualnej i słabo czasem to znoszę. Dlatego chcę patrzeć jak inni wygrywają swoje życie i zdrowie :).

A z psychoterapeutą to ani wstyd ani żenada. Oni swoich pacjentów przyjmują takich, jacy są. Miałam dziś trudną, ale wyjątkowo jakoś zrównoważoną sesję i ter na koniec zażartował, że liczy jednak jeszcze na jakieś moje "akcje". Pod ziemię się powinnam zapaść, ale tylko się roześmiałam i zawstydziłam. ech....

Dodane przez Yasmin dnia 27/11/2013 16:52
#51

Basienko i ewelko - kochane... bardzo dziękuję za zainteresowanie i wsparcie :buziak
Będę pisać w tym wątku z myślą o Was :) Choć nie wiem ile znajdę na to czasu, sił, a może czasem nawet chęci, bo...
... dostałam się na oddział :D
Zaczynam już w poniedziałek. Wiem, że lekko nie będzie, bo od rana obowiązki domowe, a od 14.00-19.00 zajęcia grupowe (pewnie wieczorami będę padać na pysk) i tak całe 3 m-ce...
No ale robię to dla własnego dobra, a co za tym idzie - dla dobra moich najbliższych. Jeśli poprawię jakość swojego życia, to i innym będzie ze mną lepiej.

Nie jestem wzorem determinacji. Nie wyróżniam się niczym szczególnym. Zapewniam Was, że i Wy macie w sobie taką samą siłę, bo każdy człowiek ją ma. Czasem trudno ją znaleźć - ja sama szukam jej nieraz całymi miesiącami. Ale teraz bardzo mi zależało i troszkę dopisało mi szczęście.

Życzę Wam wytrwałości i obiecuję w miarę możliwości pisać także tutaj :)
Pozdrawiam ciepluteńko

Dodane przez ewela dnia 27/11/2013 19:13
#52

:applaus:apa

Dodane przez Basienka dnia 27/11/2013 22:37
#53

Yasmin, gratuluję Ci, że się zakwalifikowałaś! :) super!
Będę wypatrywać wieści od Ciebie, choć rozumiem, że możesz nie mieć siły i ochoty pisać... Najważniejsze, żeby ten oddział pomógł Ci znacząco w lepszym funkcjonowaniu, czego bardzo Ci życzę :)

Ja obecnie nie znajduję w sobie za wiele siły... z trudem chodzę na terapię indywidualną...Grupowej boję się bardzo. Samotność doskwiera mi też mocno...

Dziękuję, że tu jesteś :)

Trzymam mocno kciuki za Ciebie i pozdrawiam serdecznie :)

Dodane przez kosmiczna_sila dnia 29/11/2013 12:53
#54

Ja też trzymam za Ciebie kuciki Yasmin. Terapia grupowa to baaaardzo mocne doświadczenie - przynajmniej dla mnie takie było. Wierzę, że wytrwasz te 3 miesiące i wyciągniesz z niej jak najwięcej dla siebie :)

Dodane przez Yasmin dnia 29/11/2013 15:00
#55

:)

Zdaje sobie sprawe z tego, jakie to bedzie trudne... i im blizej poniedzilku, tym wiekszy strach. Wiem, ze pozniej pojawi sie cala gama emocji i juz samo wytrwanie do konca terapii bedzie ogromnym sukcesem. Mam nadzieje, ze dam rade...
Ale nie ukrywam, ze sie boje :|

Dodane przez Basienka dnia 29/11/2013 19:32
#56

Yasmin, nie ma nic złego w tym że się boisz, co więcej - to zupełnie naturalne w takiej sytuacji...
Bój się Kochana i idź tam w poniedziałek :)
Na pewno oprócz lęku są też w Tobie inne uczucia, może ciekawość...? :)
Proponuję popatrzeć na to jako na nowe doświadczenie, może niełatwe, na pewno stresujące, ale mogące przynieść dużo dobrego :)
Jestem z Tobą :)


Dodane przez kosmiczna_sila dnia 30/11/2013 20:43
#57

Jasne, że dasz radę. Myślę, że czeka Cię fascynująca podróż w głąb siebie :) Brzmi dobrze, co? Więc wsiadaj na pokład i trzymaj się mocno :)

Dodane przez Yasmin dnia 01/12/2013 12:30
#58

Dzięki dziewczyny :)

Pewnie, że brzmi dobrze. Dziś jest już lepiej... Wsiadam na ten pokład. Zapnę pasy, żeby w razie turbulencji pozostać na miejscu ;)
Jak dam radę, to jutro wieczorem podzielę się pierwszymi wrażeniami...

Dodane przez Basienka dnia 01/12/2013 19:42
#59

Yasmin, czekam(y) na wieści:)

P.S. Ja myślałam, że takie oddziały dzienne funkcjonują do godz 14-15, a z tego co piszesz będziesz tam od 14, tak?

Trzymaj się:)

Dodane przez kosmiczna_sila dnia 01/12/2013 19:44
#60

Hehehehe. Czekam z niecierpliwością... Szerokiej drogi i eksytującej podróży :)

Dodane przez Yasmin dnia 02/12/2013 20:47
#61

Żyję :)

Dodane przez ewela dnia 02/12/2013 21:37
#62

Yasmin napisał/a:
Żyję :)


Yasmin! I to będzie tytuł Twojego następnego wątku! :wow

Dodane przez Basienka dnia 02/12/2013 21:49
#63

Nasza Dzielna Yasmin :kwiatek

Dodane przez Yasmin dnia 03/12/2013 11:00
#64

Hehehe... Może książkę wreszcie wydam ;)

Mam chwilę, to napiszę...
To początek, dopiero pierwszy dzień za mną, ale pierwsze wrażenie przecież też się liczy :P więc jest OK :)
Grupa sympatyczna i z tego, co wywnioskowaliśmy z wczorajszych wypowiedzi, to wszyscy zdeterminowani i zmotywowani... każdemu zależało, żeby się dostać, więc jest szansa na owocną pracę ;)

A teraz wracam do obowiązków :apa

Dodane przez Yasmin dnia 06/12/2013 11:09
#65

Czołg po mnie wczoraj przejechał... czołg przeszłości mojej własnej - a w zasadzie tylko jej maleńki wycineczek, ale to wystarczyło, żebym poczuła, jak bardzo może być ciężko później... ale idę dalej...
:)

Dodane przez sensitivechild dnia 06/12/2013 15:15
#66

Masz świadomość, że będzie tylko ciężej, ale i pozytywne nastawienie - w końcu będziesz tam tyrać dla siebie, dla lepszego jutra. Trzymam kciuki Yasmin, oby tak dalej! :)

Dodane przez Basienka dnia 06/12/2013 16:12
#67

Pewnie jeszcze nie jeden taki czołg przejedzie, ale grunt to wstać i iść dalej.
1/12 za Tobą, pięknie dajesz radę!:applaus

Dodane przez e-milka dnia 06/12/2013 16:37
#68

Yasmin przeczytałam Twój wątek i jestem pełna podziwu. Gratuluje determinacji.

Dodane przez Yasmin dnia 11/12/2013 10:47
#69

Bywaja momenty, ze sama siebie podziwiam za to, ze nadal tam siedze... ze nie wyszlam... ze nie ryknelam "Zamknijcie k*wa te ryje!"...
Czasem ogarnia mnie taka bezsilnosc, ze tylko ryczec, beczec, albo wyc.